Tu nie ma żadnych cudów, po prostu facet znał podstawowe techniki przetrwania i poradził sobie w dziczy, ogarniał przynajmniej podstawy nawigacji terenowej, więc udało mu się kierować w stronę cywilizacji. Zapewne umiał polować, więc nie padł z głodu i miał energię, by iść, bo o tej porze roku na jagodach nie jechał. Nie uratowało go zarówno szczęście jak i moce nadprzyrodzone. Uratowały go tak pogardzane przez całe "postępowe" lewactwo "prymitywne" umiejętności. Nic poza tym.
bo cały pis to komuna i tęsknota za ich dobrymi czasami. pie...e komuchy