O jasny gwint, chyba mnie ścieli na gilotynie coś mi się kojarzy
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
[
[Usunięty użytkownik]
Pamiętam jedną tego typu "zabawę" w dzieciństwie, kiedy dwie mamy moich kolegów ją zobaczyły. Jeden oberwał jakąś witką a drugi trzepaczką do dywanów. Dość szybko "rewolucja" została zduszona w zarodku.
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
A
Anonim
ciekawe metody wychowawcze... nie bij, wytłumacz, jak mawiał mój kolega do swojego kierownika :)
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
[
[Usunięty użytkownik]
Nie wiem czy ciekawe, wiem za to jakie skuteczne. "Rewolucja" na podwórku już się nie powtórzyła.
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
A
Anonim
myśmy się bawili w margrabiego Hodona i obronę Głogowa, wg. mitycznej wersji. i nikt nas nie bił, wystarczyło powiedzieć, że to nieładnie tak traktować kolegów. też skuteczne, a jakoś bardziej cywilizowanie. może to kwestia, do kogo ten przekaz skierowany?
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
[
[Usunięty użytkownik]
Wg. mitycznej wersji? Czyli diametralnie różniącej się od wersji młodego Stuhra? A poważnie, to w moim (oraz kolegów) przypadku, zgubiła nas zabawa w inscenizację było, nie było morderstwa, więc nie dziwię się impulsywnej reakcji matek kumpli. Ten od trzepaczki wziął sobie naukę do serca. Teraz jest wziętym ortopedą.
Zgłoś komentarz
✓
Zgłoszenie zostało wysłane
A
Anonim
już Ci pisałem kiedyś, co mi w tej opowieści nie klapuje, a metody pisania historii znacznie się różniły od dzisiejszych. owszem, trudne dzieciństwo nie musi nikogo przekreślać, ale to raczej wbrew, a nie dzięki temu, inaczej dzięki historycznie stosowanym metodom wychowawczym nie wyszli byśmy z jaskiń:)
A ja jak się zjeżyłam na kumpla to mu przywaliłam (bo nie chciał być faszystą) a ja byłam Marusią, a potem siedziałam pod stołem czekając na wpi****l bo sąsiad interweniował że mu synka pobiłam...ech to były czasy.
Zabawa w rewolucję francuską?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
No weź nie mów, że nigdy nie chciałeś być Robespierrem w dzieciństwie :)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
No nie, u mnie w rodzinie czerwone było w pogardzie :)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Nieźle, w wielką politykę się bawiliście, ja to poprzestawałam na policjantach i złodziejach :)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
O jasny gwint, chyba mnie ścieli na gilotynie coś mi się kojarzy
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Pamiętam jedną tego typu "zabawę" w dzieciństwie, kiedy dwie mamy moich kolegów ją zobaczyły. Jeden oberwał jakąś witką a drugi trzepaczką do dywanów. Dość szybko "rewolucja" została zduszona w zarodku.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
ciekawe metody wychowawcze... nie bij, wytłumacz, jak mawiał mój kolega do swojego kierownika :)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Nie wiem czy ciekawe, wiem za to jakie skuteczne. "Rewolucja" na podwórku już się nie powtórzyła.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
myśmy się bawili w margrabiego Hodona i obronę Głogowa, wg. mitycznej wersji. i nikt nas nie bił, wystarczyło powiedzieć, że to nieładnie tak traktować kolegów. też skuteczne, a jakoś bardziej cywilizowanie. może to kwestia, do kogo ten przekaz skierowany?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Wg. mitycznej wersji? Czyli diametralnie różniącej się od wersji młodego Stuhra? A poważnie, to w moim (oraz kolegów) przypadku, zgubiła nas zabawa w inscenizację było, nie było morderstwa, więc nie dziwię się impulsywnej reakcji matek kumpli. Ten od trzepaczki wziął sobie naukę do serca. Teraz jest wziętym ortopedą.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
już Ci pisałem kiedyś, co mi w tej opowieści nie klapuje, a metody pisania historii znacznie się różniły od dzisiejszych. owszem, trudne dzieciństwo nie musi nikogo przekreślać, ale to raczej wbrew, a nie dzięki temu, inaczej dzięki historycznie stosowanym metodom wychowawczym nie wyszli byśmy z jaskiń:)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
A ja jak się zjeżyłam na kumpla to mu przywaliłam (bo nie chciał być faszystą) a ja byłam Marusią, a potem siedziałam pod stołem czekając na wpi****l bo sąsiad interweniował że mu synka pobiłam...ech to były czasy.
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Takie tam i inne zabawy ale saletra z cukrem była najlepsza...
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Nie wiem saletry nie wcinałam, ale chleb posypany cukrem i polany wodą + ze dwa buraki cukrowe zawędzone z działki sąsiada to była uczta ;))
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Z saletry i cukru robiło się fajerwerki;)
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
no cóż nie widziałam, błam tylko dziewczyną i strzelałam z łuku...
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Dosia, a rabowałaś bogatych i rozdawałaś biednym?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Ta tylko za to wpisz dostawałam;;i odpuściłam
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Założę się że ścinany jest rudy :D
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane
Po 10 razy te same wystawki. Panuje ktos w ogole nad tym?
Zgłoś komentarz
Zgłoszenie zostało wysłane