Ale post nie jest rytuałem, który w magiczny sposób ma zmienić proporcje głosów w wyborach. W tym wypadku jego celem jest przebłaganie Boga, by podjął określoną boską interwencję na rzecz PiSu. Sama taka akcja zakłada, że Bóg stoi po stronie tej konkretnej partii i jej prezesa. Jeśli episkopat się od tego nie odciął, to znaczy, że temu nie zaprzecza. A zatem KK oficjalnie stwierdza, że Kaczyński jest pomazańcem bożym, a jego partia ma boski mandat do sprawowania władzy.
Już się tych ryb nażarł? Bo rząd od 3 tygodni nie ostrzegał? No i kolejnych elektoratów prawackich będzie mniej.